Mówi metaforycznie, że swoimi skrzydłami ogarnia i przeszłość i teraźniejszość. Szykuje się na spotkanie z Bogiem. Deklaruje swój patriotyzm, kocha wszystkich ludzi - "Ja kocham cały naród" - co zapowiada, że będzie występował nie w imieniu jednostki, ale całego ludu, za którego przeszłość i przyszłość czuje się odpowiedzialny. Chce pocieszyć ludzi, podźwignąć naród z niewoli, dlatego przychodzi do Boga uzbrojony w mysli i uczucia. Konrad uważa, że soją potęgę ma od urodzenia, dlatego czuję się wybrany, naznaczony przez Boga. Wie, że swojego talentu nie nauczył się z książek, ani nabył go doświadczeniem, ma świadomość, że talent po prostu się ma. Podkreśla wielkość Boga, ale zarazem swoją moc twórczą kolejny raz porównując siebie do Boga. Uważa, że obaj są niepojęci. Konrad zdradza cel swojego przyjścia do Boga - chce by Bóg powiedział mu co zrobić, by był zrozumiany przez ludzi, chce mieć władzę nad duszami - "Daj mi rząd dusz!". Nie chce jednak kierować ludźmi siłą, bronią, nauką, cudami czy nawet poezją. Chce by ludzie słuchali jego uczuć, chce mieć władzę podobną do władzy, którą posiada sam Bóg. Jest przekonany, że tylko on jeden potrafi wyzwolić kraj spod jarzma zaborcy.